3.07…

Godzina zero dla tak zwanych nauki i szkolnictwa wyższego zbliża się i coraz więcej osób pyta się mnie, jakie mam zdanie na ten temat. Mając przed sobą prawie osiem godzin w pociągu Wiedeń Warszawa, mało komfortowy hałaśliwy wagon bez przedziałów ale ze stolikiem postanowiłem spisać to i owo…
Najpierw zacznę od tego, że tak do końca to nikt, może poza kilkoma wtajemniczonymi osobami, nie wie do końca, co zostanie przegłosowane. Poprawki do poprawianych poprawek powodują chaos. Znam to zjawisko, choć w mniejszej skali. Wygodnie więc wymigam się od pełnej odpowiedzi na temat ustawy. Nie będę oceniał roli rad w kształtowaniu ustroju uczelni, bo to nie jest mój poziom działania. Skoncentruję się na bardziej przyziemnych sprawach…
Najpierw nowe dziedziny i dyscypliny. Cel to zmniejszenie ich populacji. Czy słuszny i właściwy? Budownictwo ma zastąpić inżynieria lądowa z przyległościami czyli tym, co tworzy ją poza klasycznym budownictwem. Ma być tak jak na zachodzie, tak jak w papierach OECD. Ale czy od tego mieszania łyżeczką herbaty bez cukru stanie się ona słodsza śmiem wątpić. A zamieszania z tym wszystkim jest sporo i powstaje naturalne pytanie o plusy dodatnie. Są wydziały szczęściarze takie jak architektura, gdzie wszystko jest 1:1 – wydział, dyscyplina i kierunek studiów pokrywają się. Są też wydziały praktycznie jednorodne, które dotychczas konkurowały, a które dziś mają się łączyć naukowo. To jest nasz przypadek. Czy za tym połączeniem naukowym pójdzie dydaktyczne? I jak na koniec będzie wyglądał przydział a potem podział już nie dotacji ale subwencji. Są też wydziały, które uprawiają wiele dyscyplin. Czy będą się dzielić? Rozumiem stwierdzenie, że Politechnika Warszawska jest marką i że być może mało kto wie, jaki wydział kończyła Maria Curie-Skłodowska. Ale ja kończyłem Wydział Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej. Łatwiej jest bowiem utożsamiać się z wydziałem niż całą uczelnią. Tyle jeśli chodzi o dziedziny i dyscypliny. Czas na…
Czas na moją ulubioną ewaluację, już nie jednostek naukowych ale – sprawdzam w dokumentach – ewaluację jakości działalności naukowej. Zawsze sobie żartowałem z ewaluacji jednostki pytając się, czy chodzi o jednostkę ludzką czy organizacyjną. Projekt rozporządzenia generalnie zamiast liniowej skali punktów za publikacje wprowadza skalę nieliniową. Według mnie jest to dalszy rozwój punktozy. A od tej dosyć rewolucyjnej zmiany nic poza liczbą zebranych punktów nie wzrośnie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *