Samokrytyka

Usłyszałem wczoraj w rozmowie telefonicznej, że zupełnie niepotrzebnie czepiam się centralki, która jest super a poza tym nie pasuję do układanki, bo nam potrzeba dziś wiary i optymizmu a ja jestem pragmatycznie realistyczny. Posypuję więc głowę popiołem – centralka jest super tylko ja jestem ułomny i tego nie dostrzegam. Wczoraj były u nas 683 zgony, ale wyprzedzają nas Brazylia, Indie i USA. Always look on brighter side of life! Właśnie teraz uczestniczę w Dydaktycznym piątku przy kawie na… Politechnice Gdańskiej. Dlaczego nie u nas? Bo my jesteśmy o niebo lepsi – my wszystko wiemy najlepiej i nam żadne czwartki ani piątki nie są potrzebne. Centrum E-Learningu AGH wyprodukowało poradnik jak zacząć robić dobry e-learning. My to doskonale wiemy – wystarczy spojrzeć przez OKNO i wszystko widać jak na dłoni. My już zastanawiamy się, jak będzie wyglądać Nauczanie po pandemii. Dlatego też obiecuję o ile na to pozwoli wątroba tryskać optymizmem i pełnić rolę piewcy dobrej zmiany edukacyjnej, cokolwiek to znaczy…

Ps. Mój rozmówca w tej telefonicznej wymianie zdań zasugerował mi… jeszcze więcej sportu, czyli abym postarał się być bardziej konstruktywny i spektakularny. Być może jak zwykle nie zrozumiałem słów płynących do mnie „z góry”, ale obiecuję sobie następną rozmowę odbyć na genialnych Teams oczywiście z nagraniem! Żeby nie było jakichkolwiek wątpliwości, co poeta miał na myśli…

Zacznę od bycia konstruktywnym. Jak wszyscy wiedzą już 12 marca 2020 uruchomiłem kurs zdalni i zdolni. To chyba jest działanie konstruktywne. Wszystkie materiały są dostępne dla wszystkich. I tutaj mała… konstruktywna zagadka, zgadywanka. Czym różnią się od siebie zawartości tych dwóch linków do tak zwanych tutoriali? Baza pytań w Moodle. Nagrywanie w ScreenCast-o-Matic. Stosunkowo żadna… Choć za pierwszą stoi cała infrastruktura Centrum E-Learningu AGH a za drugą stoję tylko i wyłącznie ja… Oczywiście mogę powołać dowolne centrum, tylko po co? Tutaj czas na moje ulubione… didaskalia i oboczności. Nowa platforma AGH nazywa się… UPeL. UPeL czyli Uuczelniany Portal eLearningowy.Tak, blisko naszej nazwy PELE. Znam załogę AGD od dziesięcioleci. Nie ukrywam zazdrościłem im skrótu CEL. Jak dwanaście lat temu tworzyłem portal edukacyjny stwierdziłem, że wszystkie fajne nazwy takie jak CEL sa już wykorzystane. Myślałem o czymś typu Wydziałowy Portal Edukacyjny, ale skrót WyPeL średnio mi się podobał. Nikt rozsądny nie powoła Chrześcijańskiej Unii Jedności… Ale powstał mimo to WILAS czyli Wydziałowe Laboratorium Studenckie. A mógł być WIP czyli WIrtualne Pulpity… Każdy ma takie skróty, na jakie zasługuje!

Teraz dwa słowa o miarach spektakularności czyli sukcesów. Tak jak miarą dydaktyczną jest wyrabiane pensum, jak miarą dorobku naukowego są sloty wypełniane punktami zdobywanymi za pieniądze w MDPI tak miarą wszelakich spektakularnych sukcesów uczelnianych zaczynają być… banery. Jak kogoś nie ma na banerze to znaczy nie odniósł sukcesu, albo ten sukces nie był spektakularny. Oczyma wyobraźni widzę świetlaną przyszłość banerów. Na różnych konferencjach pojawiają się plakaty i loga sponsorów. Diamentowych, platynowych, złotych, srebrnych… Tak, to jest kasa misiu, kasa… Otóż widzę już taki mechanizm, że za obecność na banerach będzie pobierana opłata jak za publikacje w MDPI. Prosta piłka, co nie!

Oczywiście spektakularne było rozpoczęcie projektu ENHANCE. Niestety do dziś nie mogę się zapoznać ze spektakularnymi wynikami spektakularnej dyskusji na temat edukacji cyfrowej i wartości, jaką może ona stanowić dla uczelni, Ja latam niżej i dyskutuję w mniej spektakularny ale za to w otwarty sposób. Co więcej dyskusja, którą zainicjowałem została… opublikowana. Oczywiście nie mam kasy na to, aby zapewnić temu sukcesowi odpowiednią reklamę…

Zieje przepaść…

Stowarzyszenie E-learningu Akademickiego SEA, które przed laty współzakładałem co roku organizuje tak zwaną certyfikację e-metodyków. Najpierw zacznę od wyjaśnienia, dlaczego nigdy nie ubiegałem się o tego typu certyfikację. Jestem pragmatykiem i nie bawię się w kończenie nie przydatnych kursów tylko po to, aby mieś lepsze portfolio. Liczba ukończonych szkoleń i zdobytych certyfikatów nie świadczy nijak o niczyjej mądrości. A ja już dawno temu zrozumiałem, że lepiej jest orać beton niż marzyć o uprawianiu e- na tej uczelni, na tym wydziale…

Pierwszą lekcję zaliczyłam za Dziekana n-2. Chciałem przygotować dwa kursy nowatorskie pod względem formy, czyli wyposażone w multimedia. Oczekiwałem na zwolnienie z część pensum, czyli tablico-godzin. Dziekan wyjrzał przez OKNO, spytał się wiadomego uczelnianego eksperta i powiedział mi, że zdaniem eksperta mogę dostać… Nie, nie po ryju ale… 10% (słonie dziesięć procent) więcej godzin. Czyli zdaniem tych geniuszy nowoczesnej dydaktyki przygotowanie trzydziestu godzin zajęć i materiałów multimedialnych do nich kosztuje trzy godziny. Co powiedziałem wówczas Dziekanowi pozostanie moją słodką tajemnica.

Druga bolesna lekcja miała miejsce dziesięć lat temu za Dziekana n-1. Zachciało mi się wtedy webcastingów, czyli wykładów w sieci. Oj, była jazda… Zaczęło się od problemu z wpisaniem sali! No bo nie potrzebowałem sali. A był to czas, kiedy jeszcze nie było USOS! Z tamtego eksperymentu została mi gorzka satysfakcja – dziś absolutnie wszystkie zajęcia odbywają się, niestety, właśnie w ten sposób. Dlaczego niestety postaram się wyjaśnić na końcu. Pisałem już o tym wiele razy, ale wszyscy pewnikiem już zapomnieli.

W czasach pandemii bynajmniej nie dostałem wiatru w żagle. Nie osiadłem też na mieliźnie. Zgodnie z radą Wojciecha Młynarskiego robię swoje. I po ponad roku pandemicznej edukacji mam głębokie przekonanie, że ta decyzja była absolutnie słuszna. Na tym wydziale, na tej uczelni panuje niepodzielnie paradygmat „zdalnego prowadzenia zajęć” z wykorzystaniem Teams. Kropka. Nie ma to oczywiście absolutnie nic wspólnego z e-Learningiem, jest to po prostu bezmyślne wykorzystanie technologii. Nie wykonano najmniejszego ruchu, aby korzystając z okazji zmodyfikować sposób kształcenia. Kiedyś była pierwsza rewolucja zamieniająca kredę na mazaki. Potem była rewolucja slajdów i projektorów. Teraz jest rewolucja Teams.

Dlatego też z pewnym rozbawieniem dowiedziałem się o pewnych nazwijmy to kontrowersjach związanych z ostatnią certyfikację SEA. Otóż okazało się, że pomiędzy politycznymi decyzjami władz różnych uczelni a rzeczywistością zieje przepaść. Decydenci są odklejeni od rzeczywistości. Trzeba stanąć w prawdzie i zrozumieć, że synchroniczne prowadzenie zajęć z wykorzystaniem Teams to nie jest e-Learning. Kropka. My trzeci semestr dzielnie i dumnie korzystamy z Teams nawet nie próbując rozmawiać o jakichkolwiek innych formach zajęć. A świat po pandemii nie będzie taki sam. Będą być może uzasadnione wymogi rozgęszczające przestrzeń rzeczywistą. To co, jeden tydzień będziemy gadać na sali a drugi do kamerki? I tak do końca świata a nawet jeden dzień dłużej?

Świat się rozszczepia…

Tytuł wpisu zaczerpnąłem z pięknej pieśni Jacka Kaczmarskiego. Pamiętam, że byłem na koncercie w Sali Kongresowej promującej płytę Między nami. Z tytułowego utworu pochodzi ten cytat – świat się rozszczepia… Ostatniej nocy miałem koszmarny sen, stąd to przemożne poczucie rozszczepiania się. Spoko, nie obżarłem się przed snem, kolację zjadłem o 17 a mimo to nawiedzły mnie koszmary.

Miałem papierowy sprawdzian na wydziale, czyli jakby skończyła się pandemia. Tylko studenci mieli dziwne buźki. Jakoś mi nie pasowały do nowych elit i przyszłej inteligencji technicznej tego dumnego kraju. Potwierdziło to zachowanie. Nie chcieli oddać prac. Negocjowali swoje agresywnie. Jeden, taki duży, przy pełnej akceptacji reszty brał się nawet do bicia. Po 43 latach ma się już opanowane różne techniki. Stwierdziłem, że nie ma sprawy, nie muszą oddawać, lista była sprawdzona, wszyscy dostają dwójki. Oddali, ale zaczęły się schody. Jako suweren chcieli współuczestniczyć w procesie sprawdzania. Co więcej proces napotkał trudności techniczne – rozpadło się stare biurko z 1977 roku… Gdy jakoś spionowałem warsztat pracy i skłoniłem suwerena do nadzorowania po drugiej stronie drzwi rozłożyłem prace na biurku i… Obudziłem się zlany potem. Powaliła mnie zawartość prac. Rysunki jak dzieci z przedszkola…

Skąd ten mroczny temat snu? Sprawdziłem 29 prac z Excela. Powiedzieć dramat to za mało. Oczyma wyobraźni widzę ciąg dalszy. Suweren walczy o swoje. Zadania ze sprawdzianu, program przedmiotu a na koniec ja zostajemy… Tak, tak, zgodnie z tą świecką tradycją, zostajemy negatywnie zatwierdzeni. Odpowiednia komisja zawsze się znajdzie…

Drugi powód jest zdecydowanie jeszcze bardziej tragiczny. Być może zbyt długo patrzyłem na dane dotyczące COVID-19. Sen był w takich czarno czerwonych barwach jak te słupki. Ktoś powie, że ludzie są śmiertelni, że umierają. Tak, ale dlaczego ta liczba zgonów jest tak dramatycznie wyższa od danych z minionych lat? Polacy znowu nic się nie stało?