Full wypas…

Po siedmiu chudych latach, gdy z pensji płaciłem nawet za uczestnictwo w konferencjach naukowych, być może uda mi się odnowić co nieco mój „komputerowy park maszynowy”. Piszę te słowa z siedmioletniego weterana EliteBook 8570w, któremu oczywiście znowu za własne dołożyłem drugi dysk SSD. Staruszek ma się dobrze i mam nadzieję, że jeszcze pociągnie…

W życiu jest tak, że jak to się mówi „nie ma lekko”. Jak nie jest pod górkę, to znaczy, że nie jest i nie ma… Oczywiście zaliczyłem lekkie zderzenie z zamówieniami publicznymi i sekcją systemów informatycznych, bo moje „faworytne” rozwiązanie, czyli dwa ekrany, produkuje jedynie ASUS. Na szczęście Wujek Google podsunął mi artykuł na temat HP Omen X 2s. Jest więc formalno prawnie z czego wybierać. A dziś na mejla dostałem specyfikację kolejnego cudaka do… gier. Nazywa się to cudo ASUS ROG Zephyrus Duo 15 GX550L i kosztować ma czy też już kosztuje… 17 800 zeta. Tak, tak, prawie 20 tysi! Jestem dla tego wydziału cenny, może i bezcenny szczególnie w czasach edukacji pandemicznej i „zdalnego prowadzenia zajęć”, ale czy aż na poziomie takiej kasy – oj, chyba nie…

https://cdn.benchmark.pl/uploads/backend_img/c/recenzje/2020_06/10440_ASUS-ROG-Zephyrus-Duo-test/ASUS-GX550L_06.jpg

Zdalna dehumanizacja

Ukazał się kolejny artykuł w serii publikacji poświęconych mojemu ulubionemu „zdalnemu prowadzeniu zajęć”. Tym razem jest to alarmistyczny tekst Piotra Zaręby pod alarmistycznym tytułem zdalna dehumanizacja. Lubię takie lekko demagogiczne teksty między innymi także dlatego, że sam uprawiam tego typu działalność. Dehumanizacja czyli… odczłowieczenie. Na szczęście jeszcze nie zezwierzęcenie! Dedykuję Panu Zarębie moje refleksje z wykładów na pierwszym semestrze. Na sali mniejsza połowa rocznika, czyli można mieć nadzieję, że to osoby, które chcą pogłębić wiedzę z podstaw informatyki. 10-20% ma odpalone laptopy i coś tam „studiuje”, czyli ma to co mówię centralnie w tle. Teoretycznie powinienem zwrócić uwagę albo wyprosić z sali, ale i tak mam zaszarganą opinię, bo jestem wymagający, więc odpuszczam. Odpuszczam i mam wyjechane na to, co te osoby robią. Dopóki nie zaczną śpiewać, tańczyć, pić alkohol nie reaguję. Czy takim osobom jest potrzebny kontakt ze mną? Bynajmniej. Więc co tu jest dehumanizacją?

Edukacja w czasach pandemii

Popełniłem artykuł na odwołaną konferencję ETEE 2020 o dokładnie tym samym tytule, a tu patrzę jest cała książka! Co więcej jest do pobrania jako e-book! Dla tych co chcą więcej wiedzieć i umieć jest to znakomite uzupełnienie do mojego Informatora Edukacyjnego. Marzą mi się „minimalistyczne rekomendacje edukacyjne”, bo właśnie dowiedziałem się, że „u nasz” na drugim semestrze dominowało kształcenie korespondencyjne sprowadzające się do wysyłania czegoś tam mejlowo. Dokładnie jak przed ponad wiekiem – klasyczną pocztę zastąpił tylko mail! Powtarzam swoje absolutnie prywatne zdanie w tej sprawie – warto podczas wakacji choć trochę czasu poświęcić mitycznemu „zdalnemu prowadzeniu zajęć” aby potem najlepszemu polskiemu budownictwu tu i tam nie wystawała słoma.

Wpływ zdalnego nauczania na życie…

Z rozmów z wieloma osobami wynika, że jak to się mówi problem oceny tego, jak zdalne nauczenie wpłynęło na nasze życie jest wielowymiarowy i złożony. Trochę w myśl zasady, że odpowiedź na pytanie co słychać zależy od tego, gdzie się przyłoży ucho. Może ze względu na tą wielowymiarowość i złożoność rozpocząłem wydawania informatora edukacyjnego. A problem można rozszerzyć – ie tylko zdalna edukacja ale zdalna praca. Zawsze wyzwaniem jest krótkie, jednozdaniowe sformułowanie myśli i odpowiedzi. Zdanie może być dowolnie długie i wielokrotnie złożone… Jak więc zdalna praca, zdalna edukacja wpłynęła na moje życie?

W zasadzie nijak, bo od bardzo dawna jestem zdalnym pracownikiem. O ile mnie pamięć nie myli pierwszą kamerkę pokazującą, jak dzielnie siedzę przed komputerem uruchomiłem prawie dwie dekady temu. To było spowodowane zarzutem ówczesnego dziekana, że mnie nie ma w pracy. Odpowiedziałem – bo pracuję. Zbaraniał, więc zainstalowałem kamerkę jako „materialny dowód w sprawie”. Różnego rodzaju zebrania i posiedzenia zajmują mi znacznie mniej czasu bo nie dojeżdżam na nie tylko „dochodzę” i jest to czysty zysk – prawie trzy godziny na każde spotkanie. Ponieważ całe otoczenie jest zdalne i jakby trochę mniej do tego przygotowane niż ja tracę trochę czasu na tłumaczenie „porażających oczywistych oczywistości”. Nigdy nie byłem lwem salonowym przesiadującym w pakamerze, więc w zakresie życia towarzyskiego nie notuję niepowetowanych strat. Piszę więcej maili, bo nie wszyscy lubią telekonferencje, ale cóż… Generalnie zdecydowanie więcej jest plusów dodatnich!