Wrz 292016
 

Na wczorajszej radzie poznaliśmy kolejny raz smutne szczegóły rekrutacji. Dolny limit punktów gwarantujących przyjęcie na studia stacjonarne pierwszego stopnia wynosił o ile dobrze zapamiętałem 120 punktów. Sześć lat temu było to bodajże 175 punktów. Gdybyśmy dziś przyjęli kryterium przyjęć sprzed sześciu lat mielibyśmy na pierwszym roku 35 studentów. Równo z górki, na pazurki… Dokąd jest ten zjazd? Do zajezdni? W tym miejscu postawię kolejny raz kilka otwartych pytań w mojej ulubionym trybie if-then-else…

  • Jak wyglądają wyniki matur? Czy są z roku na rok gorsze tak jak są słabsi nasi kandydaci? Jeśli tak to pewnikiem jak to mówią jest to wina… gimnazjów. Jak je zlikwidujemy, to sytuacja ulegnie cudownej naprawie. Jeśli jednak wyniki matur nie pogarszają się to czas na drugie pytanie.
  • Co się dzieje z najlepszymi maturzystami? Czy wybierają po prostu inne uczelnie i nie decydują się na studia techniczne? Jeśli tak to jest to oczywiście także nasz problem, ale nie mamy zbyt dużego wpływu na jego rozwiązanie. Niewidzialna ręka rynku… Jeśli jednak bardzo dobrzy maturzyści jak przed laty nadal wybierają studia techniczne to powstaje kolejne pytanie…
  • Czy odwrót od studiowania na kierunku budownictwo jest powszechny, czy też może jest to nasza tragiczna specyfika. Jeśli odwrót jest powszechny to znowu nie do końca możemy rozwiązać ten cały problem, bo jako wydział nie zmienimy stosunku młodego pokolenia do rynku budowlanego. Jeśli to jednak problem przede wszystkim naszego wydziału to może najwyższy czas obudzić się!

Równo z górki na pazurki! Zjazd do zajezdni! A ostatni zgasi światło…

 Posted by at 09:12
Wrz 282016
 

Temat ten poruszałem wielokrotnie. Odgrzewam ten kotlet motywowany tym, że studia niestacjonarne pierwszego stopnia na naszym wydziale wygaszają się same. Pierwszy punkt to wieczna dyskusja czy takie studia powinny w ogóle istnieć. Nie podejmuję się prowadzić dyskusji na ten temat, bo to nie jest celem tego tekstu. Przyjmijmy, że takie studia na naszym wydziale powinny istnieć. Kolejny raz stawiam pytanie – dlaczego te studia wygaszają się? Stawia tezę, że te studia na naszym wydziale stają się mniej atrakcyjne w stosunku do tego, co proponują konkurenci zarówno pod względem finansowym (cena) jak i czasowym (liczba lat studiów, liczba zjazdów i dni i godzin zajęć w zjeździe). Pozostaje więc otwarte pytanie, czy da się rozsądnie obniżyć liczbę godzin i cenę.
Dziś liczba godzin zajęć na studiach niestacjonarnych jest mniejsza od tej na studiach stacjonarnych o około 30%. Jestem głęboko przekonany, że dalsze zmniejszanie liczby godzin nie jest możliwe, ale tego tematu nie chcę rozwijać i kontynuować.
Cena jest o ile mi wiadomo ustalana centralnie na podstawie niestety nie znanego mi algorytmu. Podobno mamy tu niewiele do gadania. A jakie są te ceny na naszej uczelni? Ku mojemu zadziwieniu Studia na MEiL kosztują tylko 2300 złotych za semestr a u nas aż 3100. Zgodnie z informacją z sieci studia na MEiL mają 1368 godzin a nasze na bogato 1900. Skąd wynika ta różnica cen na wydziałach i kierunkach dosyć podobnych do siebie? Jak widać przede wszystkim z liczby godzin. Być może także w pewnym stopniu z różnic kosztów kształcenia. Ale czy na dwóch podobnych podobnych wydziałach i kierunkach kształcenia koszty te mogą różnić się aż tak bardzo drastycznie? Można oczywiście zabiegać o obniżkę kosztów kształcenia, ale jest to chyba strzał we własną stopę. Bo od tych kosztów kształcenia, które są chyba takie same na studiach stacjonarnych i niestacjonarnych powinna zależeć nasz budżetowa dotacja dydaktyczna, o której podwyższenie niezmiennie zabiegamy. Jak więc rozwiązać tę kwadraturę? Poniżej jest pewien pomysł, który staram się propagować od wielu lat czyli od zawsze…
Pomysł ten jest bardzo prosty. Wszystkie wykłady, które z natury nie są zajęciami interaktywnymi przenosimy do przestrzeni wirtualnej w postaci nagrań czyli lecture capture. Kropka. Tylko tyle i aż tyle… Wystarczy spojrzeć do siatki godzin… Albo na liczbę godzin zajęć na MEiL i u nas. Jak z 1900 zrobić 1400 lub 1300 bez szkody dla jakości kształcenia? Właśnie przenosząc wykłady do przestrzeni wirtualnej. Wystarczy policzyć, ile jest u nas tych wykładów. 80+70+55+80+60+70+50 czyli w sumie 465. Powiedzmy tyle ile wynosi ta różnica między liczbą godzin MEiL a naszą. I to jest cała tajemnica. Trzeba tylko za przygotowanie tych powiedzmy 500 godzin wykładów i ich nagranie zapłacić. Możemy sobie dyskutować, ile to kosztuje. Przyjemności i nowoczesność kosztują. Przyjmując w zerowym kroku iteracji 1000 za godzinę wychodzi pół miliona. Pół miliona, które warto zainwestować z grantu dydaktycznego…

 Posted by at 11:03
Wrz 272016
 

Jak nie wiadomo o co chodzi to znaczy że chodzi o pieniądze… A dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach! Ponieważ będzie o pieniądzach wychodzi na to, że nie jestem dżentelmenem. Będzie więc ostro i mocno, bez bibułki, ale szczerze!
Niedawno protestowali lekarze a generalnie cała służba zdrowia. W lipcu byłem w szpitalu na operacji i miałem okazję poznać tę rzeczywistość medyczną nie z opowiadań i reportaży ale osobiście. Żądania rezydentów, żeby zarabiali 8 tysięcy podczas zdobywania specjalizacji wsadzam głęboko między bajki. Większość kiepsko opłacanych pielęgniarek jest w wieku bliskim emerytury. Niedługo więc w szpitalach zostaną jedynie lekarze… Młodzi bo muszą gdzieś zdobyć specjalizację i starzy… Właśnie, dlaczego nie wchłonęła ich prywatna służba zdrowia albo dlaczego jeszcze nie wyjechali? Sa to ostatni Judymowie z powołania?
Młodzi lekarze narzekają, że za niskie pobory muszą się jeszcze po studiach uczyć i do tego dokładać, bo trzeba kupować książki. Słucham i nie wierzę swoim uszom. Sądzę, że idąc tym tropem powinniśmy niedługo poza dostarczeniem naszym studentom kompletu książek płacić za to, że studiują i podnoszą swoje kwalifikacje! Żart? Gorzki, ale skoro mamy coraz mniejsze sukcesy w rekrutacji to może płacenie za studiowanie pomoże. Ktoś się popuka w głowę… Spokojnie! Kilka lat temu były tak zwane studia zamawiane, gdzie studentom wypłacano za studiowanie stypendia! Czas tylko wrócić do tego pomysłu.
Skąd w tym wpisie asystenci? Było o lekarzach i trochę o studentach. Przejdźmy do asystentów. Lekarz pracując na rezydenturze za niewielkie pieniądze zdobywa specjalizację, która otwiera mu drzwi na przykład do samodzielnej praktyki dającej większe pieniądze. Co daje asystentowi praca na uczelni? Owszem, tak jak lekarz musi uczyć się. Lekarz zdobywa specjalizację, asystent doktorat. I… Jak zdobędzie specjalizację drugiego stopnia czyli habilitację to po 40 latach pracy będzie zarabiał tyle, co absolwent na starcie w korporacji budowlanej.
Lekarz narzeka na sytuację na rezydenturze. Ale po zdobyciu specjalizacji ma szansę odkuć się. Asystent po doktoracie i habilitacji ma szansę na sześć tysięcy. Miesięcznie… Stąd więcej w tej sytuacji lekarzy i asystentów jest różnic niż podobieństw. A mniej jest asystentów, osób chcących pracować na uczelni…

To be continued…
Ciąg dalszy niestety nastąpi…

 Posted by at 09:16