Spotkanie w sprawie KAUT
We wtorek odbyło się masowe spotkanie całej załogi poświęcone KAUT. Liczyłem na nieco konkretów, zamiast tego była piękna oczywiście prezentacja złożona z kopii tego, co każdy kto potrafi klikać i używać wyszukiwarki Google może znaleźć na stronach KAUT. Na przykład taki Plan wizyty Zespołu Oceniającego. Bardzo ciekawe i pouczające są Standardy i kryteria akredytacji KAUT dla studiów pierwszego stopnia w obszarze kształcenia w zakresie nauk technicznych oraz Standardy i kryteria akredytacji KAUT dla studiów drugiego stopnia w obszarze kształcenia w zakresie nauk technicznych. Szczególnie rozbawiły mnie dwa teksty.
Jednostka posiada wystarczające środki finansowe do realizacji założonych celów edukacyjnych. Jednostka prowadzi zajęcia dydaktyczne na akredytowanym kierunku z wykorzystaniem innowacyjnych metod i technik kształcenia.
Bunt adiunktów z habilitacją
W tym miesiącu minie 12 lat od mojej habilitacji. Jestem jak to się pięknie mówi „samodzielnym pracownikiem naukowym” i bardzo sobie cenię tę samodzielność i niezależność. Powtarzam to od lat – gdyby moją podstawową ambicją i celem życiowym było to, aby tytułowano mnie Panie Profesorze (medycyna notuje takie przypadki…) poszedłbym do pracy w liceum albo na dowolnej prywatnej uczelni. Uważam, że naturalną sprawą jest po „zrobieniu doktoratu” czyli uzyskaniu stopnia naukowego doktora awans z asystenta na adiunkta. Rozszerzam to rozumowanie na stopień doktora habilitowanego i awans ze stanowiska adiunkta na stanowisko profesora kiedyś nadzwyczajnego a teraz uczelnianego. Nowa ustawa stawia sprawę na głowie – można zostać profesorem uczelnianym bez habilitacji! To po co jest habilitacja?
Ustawodawca stworzył przedziwną sytuację.. Na uczelniach jest rzesza samodzielnych pracowników naukowych ze stopniem doktora habilitowanego zatrudnionych na etatach adiunktów. Po marcu 1968 roku byli słynni docenci marcowi, uczeni lepszego sortu z awansu. Chichot historii? Samodzielny pracownik po habilitacji będzie adiunktem, a niesamodzielny profesorem uczelnianym…
Motywem do tego wpisu jest wczorajszy artykuł. Doktorzy habilitowani chcą awansu na profesora uczelnianego. Uniwersytet Warszawski się nie zgadza. A ja w moim skromnym przypadku nie zgadzam się na dwie rzeczy. Po pierwsze skoro „ktoś” stawia mi poprzeczkę do naturalnego awansu zawodowego a nie naukowego o niech stawia tę poprzeczkę przed a nie po. Obecnie czyli w 2019 ustalono kryteria awansu profesorskiego obejmujące dokonania bodaj z 2017 i 2018. Gdybym to ja ustalał kryteria zaliczeń pod koniec semestru to dawno bym pożegnał się z pracą. A po drugie nigdy nie występowałem i nie wystąpię o nagrodę, medal lub awans dla siebie. Od tego mam Dyrektora i Dziekana, a może się mylę? I last but not least… Cytuj list habilitowanych adiunktów. „Dowodem na kuriozalność sytuacji powstałej na UW jest fakt, iż osoby, których dorobek recenzowaliśmy w ich postępowaniach habilitacyjnych, awansują na stanowisko profesora uczelni, podczas gdy my tkwimy nadal, pomimo często znacznie większego dorobku, na stanowisku adiunkta.” Kij ma zawsze dwa końce. Bardzo często jest tak, że osoby, które dziś ustalają przeróżne kryteria same ich nie spełniają. Warto czasami wziąć do ręki lusterko. A poniżej jest liczbowy i procentowy skład kadry UW. Widać wyraźnie jak wielu jest adiunktów z habilitacją, czyli jak trudno wskoczyć na etat profesora.
Ewalucja czyli 15=23
Kiedyś udowodniłem, że 10×4 nie jest równe 40. Wtedy chodziło o różnicę między dziesięcioma rozdziałami w monografii a jedną tłustą publikacją. Teraz dzięki ministerstwu i rozporządzeniu udowodnię, że 15=23. Zacznijmy od cytatu czyli paragrafu 34.
§ 34. W ewaluacji przeprowadzanej w 2021 r.:
1) liczba punktów przyznana zgodnie z wykazem, o którym mowa w art. 324 ust. 2 ustawy z dnia 3 lipca 2018 r. – Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (Dz. U. poz. 1669 oraz z 2019 r. poz. 39), zwanym dalej „wykazem z 2017 r.”, za autorstwo artykułu naukowego opublikowanego w ostatecznej formie w latach 2017 i 2018 w czasopiśmie naukowym zamieszczonym w tym wykazie, stanowi całkowitą wartość punktową tego artykułu naukowego;
Artykuły z listy A były zgodnie z wykazem 2017 punktowane w skali 20-50, a najlepsze czasopisma z listy B miały 15 punktów. Obecna skala to 20-200 punktów (20, 40, 70, 100, 140 ,200). Zgodnie z wolą Autorów rozporządzenia będziemy więc „na żywca” dodawać „małe” punkty z lat 2017 i 2018 i „duże” z lat 2019 i 2020. No bo dla filozofa czy też prawnika wszystko jest proste i jasne – dodajemy liczby i potrafi to już dziecko w podstawówce. Tylko że Szanowni Panowie jakby dodawać wielkości z dwóch różnych skal. Wiem, będzie bardzo trudno to zrozumieć… To jakby dodać dwa decymetry do trzech centymetrów i powiedzieć, że wynik jest pięć. Pięć czego? Koni, krów, dni? Pewnikiem… centydecymetrów lub decycentymetrów. Sądzę, że kolejne komisje i przewodniki wyjaśnią, jak się nazywa ta jednostka inteligencji. Kiedyś był to cjant, a jego 1/1000 to był…
Teraz będzie ekstremalny dowód, że 15=23. Wyobraźmy sobie, że przez pierwszą część semestru wystawiam oceny 2, 3, 3.5, 4, 4.5 i 5 czyli jakby „małe punkty” a w drugiej będę dla oceniania posługiwał się skalą 0-20 czyi „dużymi punktami”. Odpowiada to punktom za artykuły… Wyobraźmy sobie dwóch Studentów, którzy dostali oceny 5 i 3 i… 3 i 5. Ale ta druga ocena, UWAGA, powinna zostać przeskalowana do „dużych punktów”. NA koniec semestru wykonam to magiczne dodawanie zgodne z duchem i literą rozporządzenia. Dla pierwszego Studenta będę miał 5+10 czyli 15 a dla drugiego 3+20 czyli 23. Obaj w ocenach czyli „małych punktach” mają czwórki, a ja udowodniłem, że 15=23. Zielonym do góry, wszak linia prosta, Łaska Boska i kilka innych praw jest nieskończonych…

