Płaskoziemcom…

Dziś byłem na wydziale… Siódemka nie okazała się szczęśliwa. Wdepnąłem… Spokojnie. Na wydziale wdepnąłem jedynie w kolegę ze studiów, a obecnie od pewnego czasu także kolegę z pracy. Tenże kolega, którego będę dalej nazywał koleżką ma nazwijmy to delikatnie specyficzne poglądy. Każdy ma takie poglądy na jakie zasługuje. Niektórzy na przykład usiłują poglądy niezgodne z linią przewodnią po prostu leczyć farmakologicznie. Ja jestem tolerancyjnym człowiekiem i jestem w stanie znieść nawet poglądy płaskoziemców pod warunkiem, że nie będą usiłowali tego nauczać w szkołach jako obowiązującego kanonu wiedzy. Jak gmach jest pusty i w kogoś się wdeptuje to ciężko jest zrobić unik. Stanąłem więc twarzą w twarz z moim koleżką oczywiście bez maseczki.

Bardzo delikatnie stwierdziłem, że chyba mamy pandemię i są pewne obostrzenia. Koleżka radośnie stwierdził, że zachowuje dystans. Ponieważ jest to człek prawy i być może nawet coś jeszcze równie delikatnie stwierdziłem, że są konkretne przepisy nakazujące noszenie maseczek w budynkach użyteczności publicznej. Koleżka zaczął coś bredzić o karabinach i strzelaniu. Postanowiłem nie kontynuować rozmowy – może jako ideowiec zapisał się do legii czy też legionu…

We środę 7 października były wykryte 3003 przypadki. W poprzednich dniach odpowiednio 2236 i 2006. Tylko skrajny imbecyl i kretyn nie widzi tendencji wzrostowej. A płaskoziemca? Tak, ten cały koronawirus to wymysł ideologii LGBT, lewactwa i komunistycznych złogów gorszego sortu. A wszystko to jest tylko po to, aby zahamować proces budowy społeczeństwa nowego typu…

PS. Kilka dni później w niedzielę rano życie dopisuje ciąg dalszy. Koleżce i innym płaskoziemcom dedykuję dane z kilku ostatnich dni. I oświadczam. Jeśli zły los zmusi mnie ponownie do wycieczki na wydział i jeśli podczas tej wycieczki zobaczę kogoś na korytarzu bez maseczki wykonam fotografię a potem w sposób prawy i sprawiedliwy wezwę Straż Akademicką. Wiem, płaskoziemcy, wasze plwociny są lepsze niż moje, ale prawo, obowiązuje także was!

  • 05.10 2006
  • 06.10 2236
  • 07.10 3003
  • 08.10 4280
  • 09.10 4739
  • 10.10 5300
https://youtu.be/-LZ5vg7rv8c?t=342

Pożar w burdelu!

Niedziela, godzina 22:30. Jutro zaczynam zajęcia. Ponieważ nie zostały w Teams utworzone zespoły do zajęć z Podstaw Informatyki i Metod Obliczeniowych postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i założyć je sam. Nie ma to jak takie perwersyjnie masochistyczne ręczne robótki jak wpisywanie do 16 zespołów 240 studentów. W takich sytuacjach wiem, za co Ojczyzna płaci mi miesięcznie 6324 złote brutto. Odpaliłem Teams i zbaraniałem – zniknęła mi opcja dodawania zespołów. Z pewnym niesmakiem ruszyłem na poszukiwania i wykopaliska na forach. Okazało się, że Centrum Informatyki czy też Informatyzacji zablokowało możliwość zakładania zespołów. To jest nawet więcej niż pożar w burdelu. Muszę używać Teams bo taki jest rozkaz i obowiązująca Doktryna Edukacyjna. Muszę, a nie mogą, bo nie utworzono mi zespołów i sam ich nie mogę utworzyć. Ze smutkiem przyznaję, że zaczynam rozumieć Studentów, którzy chcą zakładać uczelniom procesy. Idę do lodówki zażyć kropelki. Jutro może być mega kompromitacja, ale nie moja. Jedno obliczenie na poziomie wydziału zrobiłem. Lekką ręką dwa tysiące zespołów. Jest dwadzieścia wydziałów… Czyli czterdzieści tysięcy zespołów. Ile to kosztuje? Czy chmura wydoli i nie odleci? Ale to ja jestem tym idiotą, który nic nie wie, a mądrzejsi jak zwykle mają rację, bo mają rację i dzierżą ster!

Miękiszony i chamidła

To określenie usłyszałem dzisiaj w radiu, którym nie powiem… Zdecydowanie nie jestem miękiszonem. Postaram się w tym wpisie dotyczącym o paradoksie Teams i Moodle nie być chamidłem. Przez trzy letnie miesiące starałem się wszystkim na wydziale w dziesięciu numerach Informatora Edukacyjnego wytłumaczyć o co chodzi w tym mitycznym „zdalnym prowadzeniu zajęć” czyli kształceniu na odległość. Można powiedzieć, że oba terminy znaczą to samo. Według mnie jest w tym podstawowa różnica ideowa, mentalna. Zostawmy zdalne i na odległość, które powiedzmy że znaczą to samo. Są jednak różnice między prowadzeniem zajęć a kształceniem, które jest procesem. Jest Komisja Senatu ds. Kształcenia a nie Prowadzenia Zajęć. Tu nie tylko nie chodzi o słowa tylko o to co się kryje za tymi słowami!

W Moodle, który istnieje prawie dwadzieścia lat i który jest dziełem pedagoga Marina Dougiamasa jest wyraźne rozróżnienie zasobów i aktywności. To cierpliwie tłumaczyłem we wrześniu. Moodle nie ma narzędzia do wideokonferencji – trzeba korzystać z zewnętrznych narzędzi lub wtyczek. Tak, to jest podstawowa wyższość Teams nad Moodle. Wyższość ważna ze względu na nakaz „zdalnego prowadzenia zajęć” zgodnie z planem zajęć, na żywo. Ważna, ale nie dyskwalifikująca Moodle. Wszystkie inne „wodotryski” z Teams są od prawie dwudziestu lat na pokładzie Moodle. Pliki, linki, testy, zadania, czat, forum… To wszystko jest! Oczywiście nie jest oparte na produktach Microsoft!

W poprzednim wpisie pokazałem poważną niedogodność w „zdalnym prowadzeniu zajęć” z wykorzystaniem Teams. Jak współdzielę ekran mam trudny dostęp do czatu i listy z łapkami. Pomysł, że wszyscy Studenci mają włączone mikrofony nie jest dobry. Jest rozwiązaniem drugi monitor i obawiam się, że na tym się skończy – kolejny raz dofinansuję uczelnię i wydział i kupię do mojego służbowego laptopa prywatny monitor. Mam nadzieję, że to połączenie nie złamie przepisów… Czyli racjonalne wydaje się być używanie nieodpłatnych narzędzi typu Zoom lub Cisco Webex. Tak, te dwa rozwiązania nie mają funkcjonalności, które są w Teams. Ale te funkcjonalności są w Moodle.

Podsumowując widzę dwa rozsądne scenariusze i trzeci…
Pierwszy to wykorzystanie Moodle jako bazy i podstawy a Zoom lub Cisco Webex jako dodatku do telekonferencji na żywo.
Drugi to wykorzystanie tylko i wyłącznie Teams, czyli kolokwialnie Teams solo. Teams ma bowiem w zasadzie wszystko co ma Moodle…
Trzeci to redundantne połączenie Moodle i Teams. Pewne funkcjonalności dublują się. W zasadzie nie tyle pewne co de facto wszystkie. Mogę zbierać zadania w Moodle lub Teams. Testy mogę robić i tu i tu. A może już nie mogę nic robić w Moodle? No to po co powstał uczelniany Moodle?

Oczekuję więc pisemnej zgody na korzystanie z innych narzędzi do telekonferencji niż Teams. Pisemnej w sensie oficjalnego komunikatu. Dla mnie bowiem ciągle obowiązującą wykładnią jest list z 22 lipca. Dla tych, co chcą na ten temat wiedzieć więcej albo sceptycznie odnoszą się do moich wywodów polecam porównanie Moodle i Teams. Tym którzy stwierdzą, że tendencyjnie dobrałem link sugeruję samodzielne poszukanie informacji. I dedykuję moje motto na ten rok. Sokrates powiedział: Nie mogę nikogo niczego nauczyć. Mogę tylko sprawić, że zaczną myśleć.

Gaudeamus igitur – Radujmy się więc…

Ten film miał przez miesiąc prawie pięć milionów odsłon. Czy ktoś pomoże mi zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi?