Prezent od Wujka Google

Tak jak zdecydowana większość z nas żyję w bańce informacyjnej Wujka Google. Smartfon a w zasadzie powinienem napisać Android podpowiada mi wiadomości, które zdaniem Wujka Google powinienem przeczytać, bo mogą mnie zainteresować. Wszak Wujek Google wie o mnie wszystko i jeszcze trochę. Może uda mi się znaleźć stary dowcip o tym, co Wujek Google wie… Zawsze intrygują mnie przebijające się wiadomości z… Politechniki Warszawskiej. Kilka dni temu było bodaj na temat systemu stypendialnego na EiTI. Teraz była to informacja na temat…

Wsparcia pracy zdalnej na Politechnice Warszawskiej. Informacja ma następującą metryczkę: Opublikowano: 28.09.2020 15:18. Zajrzałem do poczty zarówno uczelnianej jak i wydziałowej – zero informacji. Zajrzałem na stronę uczelnianą i wydziałową – zero linków. A ta wiadomość pochodzi z portalu… Centrum Informatyzacji! Nie zaglądam codziennie na ten portal, tak jak raczej nikt nie patrzy codziennie na moje biurko kierownika czyli portal ZTI. Wyślę chyba jednak komunikat do jak to się mówi pięknie „społeczności wydziału”. Odszczekuję nieco moje słowa o tym, że jedyną pomocą centralki jest zorganizowane przez samorząd studentów szkolenie a w zasadzie bardziej prezentacja produktu Teams. Jak to się stało, że o szkoleniu z 30.09 i 6.10 były rozsyłane listy, a o tym, że są inne formy pomocy nie. Dlaczego te urocze cztery niebieskie kafelki nie mają piątego prowadzącego do informacji o szkoleniach i pomocy?

Pierwsza porażka…

Pisałem już o tym, że moim skromnym zdaniem dziadka leśnego 65+ Teams nie są najlepszym rozwiązaniem. Pisałem o tym, że kombinacja Moodle i narzędzia do wideokonferencji typu Zoom lub Cisco Webex Meeting wydaje się być lepsza. Był i jest to głos wołającego na puszczy. Ciągle obowiązuje bowiem doktryna czy też dyrektywa dydaktyczna zgodnie z którą musi być używany Moodle i Teams. Co więcej zajęcia muszą być prowadzone na żywo, nie są dopuszczalne transmisje uprzednio dokonanych nagrań. Tak, tak – dla nauczyciela akademickiego najważniejsze jest odbycie wszystkich tablicogodzin czyli zrealizowanie pensum. To taki sam mus jak wypełnienie slotów. Budzę się i krzyczę – zrealizować pensum, wypełnić sloty… Życie to opowieść idioty! Pytanie dla dociekliwych – kto jest autorem pogrubionych słów?

Dlaczego zajęcia muszą być obowiązkowo na żywo, czyli mega synchronicznie? Po to, aby studenci mogli zadawać te mityczne pytania, których nijak nie chcą zdawać. Ja nawet nie próbuję z nikim dyskutować, w czym gorszy jest proponowany przeze mnie sposób – oglądamy nagranie z zajęć w sposób asynchroniczny, czyli zgodnie z zasadą anytime anywhere. Potem jest synchroniczna część na ten mityczny dialog i pytania. Spotykamy się i wspólnie milczymy… Moje tłumaczenie, że „zdalne prowadzenie zajęć” czyli gadanie do sitka i oczka osiem razy tego samego nie jest najlepszym pomysłem nie jest w stanie przebić się. Mówiłem też, że gadanie na żywo, czyli mega synchronicznie bez realnej możliwości dialogu nie ma sensu. Muszę mieć przynajmniej możliwość podglądu okna czatu i listy obecności z łapkami, że o kamerach nie wspomnę.

I tu przechodzimy do sedna sprawy czyli źródła porażki. Pokazywałem na obrazkach, jaka jest wyższość Zoom i Cisco Webex Meeting nad Teams. Pracowicie opracowałem schemat prowadzenia zajęć, w którym mam w Teams podgląd wirtualnej sali. Podczas piątkowych zajęć z programu PowerPoint gdy współdzieliłem okno tej właśnie aplikacji kilkukrotnie program zawiesił się! Program czyli PowerPoint – Teams dzielnie działało, tylko po co. Wcześniej widziałem, że w oknie programu PowerPoint wszystko „mruga”. Bumer vel dziadek leśny ma podejrzenie, że Office i Teams, które jest częścią pakietu, korzystają z tych samych bibliotek, zasobów stąd to mruganie. Teams jest najważniejsze, bo prowadzi transmisję, PowerPoit przegrywa i po pewnym czasie wiesza się.

Po czterech godzinach ćwiczeń miałem wykład. Podczas wykładu zdecydowałem się współdzielić cały ekran (pulpit). Na skutek tego utraciłem jakikolwiek kontakt z salą! Czyli zgodnie z doktryną jechałem z tym edukacyjnym koksem niezgodnie z prawem! Nie miałem jakiegokolwiek kontaktu z audytorium! Kontakt wrócił po wykładzie, gdy przestałem współdzielić cały ekran. Dlatego powtórzę z uporem godnym ważniejszej sprawy – do pełnej realizacji doktryny potrzebne są dwa monitory! Kropka!

Jest jeszcze jeden element. W jednej z grup studenci odmówili włączenia kamer. Byłem jak zwykle subtelny i delikatny i nie domagałem się tego, by w przyszłości nie dać żadnym służbom i organizacjom nawet cienia szansy na negatywne uzgodnienie mojej skromnej osoby. Jestem jednak zdeterminowany aby drogą służbową zadać to pytanie władzom dowolnego szczebla: wydziałowego, uczelnianego, ministerialnego, rządowego, pałacowego czy tego Najwyższego…

Po pierwszym tygodniu…

Przysłowie mówi – pierwsze koty za płoty. Moje koty były w tym roku bardzo obfite. Jako tak zwany koordynator przedmiotu miałem zaszczyt i przyjemność kolejny raz ratować świat i prowadzić stacjonarnie i na realu pandemiczne zajęcia stacjonarne w magicznej liczbie ośmiu godzin. Magia godzin będzie trwać co najmniej do początku października – w piątki będę miał siedem godzin zdalnych. Czyli jak za starych, dobrych lat łapię nadgodziny. Udowodniłem, że nawet bumer 65+ może w jednym tygodniu zrobić dwadzieścia pięć godzin zajęć. Jestem dumny z siebie, że jeszcze dałem radę, zdecydowanie mniej, że musiałem to robić.

Od zawsze czyli od początku pandemii podziwiam niespójność przepisów. Pamiętam, jak w okolicach Świąt Zmartwychwstania Pańskiego obowiązywał paranoiczny zakaz wstępu do lasów i na cmentarze. Dzięki temu powstała piękna pieśń Kazika i… przestała istnieć Lista Przebojów Trójki. We wrześniu zadziwiały mnie inne kontrasty. Na wydziale widziałem w holu wydziału siedzącą kolejkę do dziekanatu. W tym samym czasie w liceach dzieciaki siedzą w klasach bez masek w liczbie trzydzieści plus. A w pociągu do Wołomina był ścisk jak w najlepszych czasach. Z racji upału połowa ludzi była bez maseczek, no bo po co. Przed wejściem na wydział mierzymy temperaturę i myjemy rączki. Ale na sali komputerowej nie ma już możliwości przemycia klawiatury. Przyniosłem swój środek dezynfekcyjny, czyli kolejny raz dołożyłem temu wydziałowi, ale nie było oczywiście ręczników.

Tych osiem godzin w sali przebiegło o dziwo sprawnie. W dużej mirze dlatego, że przed moimi zajęciami był starter dziekanatu. Warto, żeby wprowadzić taką świecką tradycję, choć mam pełną świadomość, że będzie to trudne organizacyjnie. No bo warto, aby takie zajęcia miały charakter praktyczny, czyli aby odbywały się w laboratorium komputerowym.

Będzie niestety trochę zamieszania, bo będzie wielość sposobów prowadzenia zajęć i sposobów wykorzystywania narzędzi informatycznych. Do tej pory było przecież podobnie, choć zajęcia były w salach. Owszem, teraz dochodzi ta mityczna wielość narzędzi. Zasugerowałem studentom proste i twórcze rozwiązanie tego problemu w postaci tabelki. W wierszach są kolejne przedmioty, w kolumnach w kolejnych polach (będzie o tym na zajęciach dotyczących baz danych) informacje co i jak: gdzie są materiały, kiedy sprawdziany i tak dalej. To jest dla poziomego układu strony. Jak ktoś preferuje układ pionowy w kolumnach będą przedmioty.

Moje pierwsze odwrócone zdane zajęcia były lekką techniczną wtopą, co opiszę w osobnym wpisie. Poszukiwanie rozwiązania z dwoma monitorami nie jest moją fanaberią! Zapewniam wszystkich. I informuję, że będę dążył do celu! Oczywiście w sposób w pełni zgodny z prawem. Ale prawda i sprawiedliwość muszą do cholery zatriumfować!

Uczelniany Moodle

Uczelniany Moodle rozwija się i ewoluuje. Wydaje mi się, że straciłem możliwość wykorzystania do testów mojego ulubionego Safe Exam Browser. Zamierzam zadać w tej sprawie pytanie „odpowiednim służbom”. Początkowo wszystkie kursy z całej uczelni były w jednym „worku”. Pojawiły się już kategorie czyli wydziały. Jest to krok w dobrym kierunku, ale… Taka jednopoziomowa struktura to trochę mało, bo na naszym wydziale jest ponad czterysta kursów. Nawet, jeśli są one uporządkowane alfabetycznie, to poszukiwanie kursu może być problematyczne. Choć z drugiej strony nie jest to wielki problem, gdyż dostęp do kursów mają tylko zapisane na nie osoby. Nasz wydział ma tam już 25 kursów. Wajcha przestawia się więc powoli sama. Powtórzę – nigdy nie było moją ambicją bycie administratorem Moodle. Sądzę, że jak „żywych” czyli zawierających coś więcej niż jedynie mityczny regulamin będzie więcej na uczelnianym niż wydziałowym Moodle nadejdzie czas na uroczystą akademię i odznaczenia.